Czy Dolomity są dla nas osiągalne?
Czy damy radę?
Nikt z nas tego nie wiedział. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy trochę w ciemno. Trochę… bo plan był, ale nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, w końcu jechaliśmy tam po raz pierwszy!
Pomysł zrodził się już w grudniu, i dzięki grupie „Radosne Góry”, której serdecznie dziękujemy za zaproszenie na wspólną wyprawę, przez ostatni tydzień, od 28.06 do 04.07.2026, mogliśmy eksplorować piękne, włoskie szlaki górskie.
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy wycieczką na Cinque Torri (2255 m n.p.m.). Początki były trudne, ale za to, z każdym krokiem zmieniający się krajobraz zachwycał nas coraz bardziej. Jak się później okazało, była to rozgrzewka, a kolejne dni były już tylko bardziej intensywne.
Następna wyprawa prowadziła na Lagazuoi (2752 m n.p.m.) – szczyt oraz zlokalizowane na nim schronisko widzieliśmy codziennie z miejsca w którym mieszkaliśmy. Na szczyt prowadziła również kolejka linowa, mimo to ambitnie wybraliśmy się trasą pieszą.
Dzień był parny i upalny, co nie zwiastowało dobrze, jednak humory i morale w grupie umacniało stwierdzenie naszego kolegi, że „jesteśmy już powyżej Gerlacha”, a nadal nie byliśmy jeszcze na szczycie! Po paru godzinach, kotłujące się wokół nas chmury zapewniły nam (niestety) dodatkowe atrakcje. Na szczęście udało się nam schronić w jaskini, w której przeczekaliśmy burze oraz konkretne gradobicie, po którym krajobraz zmienił się na nieco zimowy…
Celem kolejnej wyprawy był masyw górski Tre Cime. Jest to swego rodzaju wizytówka Dolomitów. Masyw składa się z trzech głównych szczytów, z których najwyższy wznosi się na wysokość 2999 m n.p.m. My wędrowaliśmy pętlą wokół nich, a ochom i achom tego dnia nie było końca. Dla nas była to też okazja do sprawdzenia swoich możliwości eksponowanym terenie, zwłaszcza gdy trawersem przecinaliśmy zbocze góry.
Nasza ekipa codziennie dzieliła się na grupy, w których każdy zdobywał Dolomity w wybrany i możliwy dla siebie sposób. Część z nas wędrowała zapierającymi dech w piersiach szlakami, a część – wyposażona w kaski, uprzęże i lonże pokonywała Via Ferraty.
Wyprawa na Piz Boė (3152 m n.p.m.) wywołała w nas duże emocje, ponieważ nikt nas nie był do tej pory tak wysoko. Trzytysiecznik – zrobiło się poważnie… Możliwe problemy z oddechem, zawroty głowy, nie wiedzieliśmy jak zareagujemy na taką wysokość. Na szczęście wszystko poszło dobrze, a my wzajemnie pomagając sobie na trudnych podejściach zdobyliśmy szczyt!! Radość i satysfakcja była duża!
Wycieczka do doliny Puez Odle, wraz z wejściem na Secede (2518 m n.p.m.), zachwyciła nas przepięknymi alpejskimi krajobrazami, kolorowymi łąkami, dźwiękami dzwonków zawieszonych na szyjach pasących się krów, oraz odgłosami świstaków, które również udało się nam wypatrzeć.
Jeziora Lago Fereda położone na wysokości 2038 m npm oraz Lago di Dobbiaco, odwiedzone już w drodze powrotnej do Polski, zaoferowały nam również piękne widoki – połączenie potęgi gór z łagodną taflą wody.
Było pięknie!
Wróciliśmy bogatsi o nowe doświadczenia, zachwyceni, wdzięczni za tę wspaniałą przygodę i zachęceni by w Dolomity powrócić!































































